O mnie

Hej, jestem Ewa :)

Swoją przygodę z siłownią zaczęłam w 2022 roku. W czasach, gdy po pracy moim ‘obiadem’ były Lay’sy — najlepiej zjedzone na kanapie, oczywiście dla regeneracji. 😄

Potem przyszedł urlop… i tekst, który zapamiętam na długo: „przestań się tyle opychać – przecież Ty tyle jesz”. No i tak, zabolało trochę bardziej niż powinno.

Była szybka akcja: lustro, chwila prawdy i myśl „okej, chyba faktycznie trochę mnie poniosło”.

Wróciłam do Holandii i… no i się zaczęło. Dieta, treningi, pierwsze zakwasy życia i momenty, w których zastanawiałam się, kto mi to w ogóle kazał robić. 😄

Ale jak już zaczęłam, to przepadłam.

Praca, siłownia, praca, siłownia — i tak w kółko.

Do tego basen 6 razy w tygodniu 🤪

Zawsze lubiłam jeść w miarę zdrowo, serio. Różne sałatki, warzywka… i uwaga: bez majonezu. Tak, wiem, dla niektórych to brzmi jak kara, ale ja go po prostu nie lubię. 😄

Wieprzowiny nie jadłam i dalej nie jem. Zawsze raczej szłam w chude mięso.

I tak, jem ziemniaki. Jem ryż. Jem kaszę. Nie, nie żyję tylko na sałacie.

kocham omlety na słodko:

Szakszuczki: 

W mojej diecie spokojnie są burgery, zapiekanki czy pizzę. Bo serio… da się jeść normalnie i nie wariować :)



No i nie, nie jestem z tych, co nagle rzucili słodycze i żyją o wodzie. 😄 Kocham je nad życie i raczej szybko się to nie zmieni.

Po prostu nauczyłam się jednego — umiaru. Bo można zjeść coś słodkiego i dalej ogarniać resztę, bez dramatu i wyrzutów sumienia.

Mimo wszystko — siłownia, basen, ogarnięta dieta… i zleciało 10 kg. 💪

Finalnie ważę teraz ok. 57 kg, czyli trochę więcej niż w moim najniższym momencie, ale czuję się i wyglądam o niebo lepiej.

Bo to już nie jest ‘chudsza ja’, tylko silniejsza ja.

To ja przed i po:

Ciekawa jestem jak Wasze wrażenia :)

Poza siłownią kocham zwierzęta. Sama mam kotkę Blue, która codziennie dotrzymuje mi towarzystwa przy porannej kawie — oczywiście najważniejsza w domu i absolutnie przekonana, że to ona tu rządzi.

Interesuję się psychologią i fotografią, lubię też podróżować.

Kocham się śmiać i przyciągają mnie ludzie z poczuciem humoru.

Muzyka to dla mnie totalna podstawa — serio, dzień bez muzyki to dzień trochę stracony.

Często bujam w obłokach, mam głowę w chmurach i żyję trochę w swoim świecie. I to chyba najlepiej mnie opisuje.

Oto cała ja 🙂